Co to jest Google Authorship?

Autor ,

Różni wieszcze przepowiadają koniec projektu G+ (Google Plus). Tymczasem Google nic sobie z tego nie robi i wprowadza coraz to nowsze rozwiązania, pozwalające na połączenie tej sieci społecznościowej z usługami wyszukiwania w Internecie. Z ogromnymi sukcesami, z których korzystają również... krytycy Google. Pewnie opłacani przez Zuckerberga (choć to tylko nieuzasadnione przypuszczenie, nie poparte żadnymi dowodami i zupełnie nie noszące znamiom pomówienia).

Co to jest ten Google Authorship

To jest tak naprawdę nasz podpis, identyfikujący osobę jako autora opublikowanej treści. Pod warunkiem oczywiście, że ma on konto osobiste na Google+. Właściwie linkując prosil G+ z podpisem pod artykułem dostajemy cudowne narzędzie do popularyzacji swego doskonałego, pozowanego zdjecia profilowego bezpośrednio w wyszukiwarce Google. Piękne, prawda? Ktoś wpisuje nasze nazwisko, a tam... buch... od razu pojawia mu się artykuł opatrzony naszym zdjęciem i linkiem do profilu. Wygląda to tak:

Google AuthorshipFajnie, nie? Tylko chyba musze zmienić zdjęcie profilowe na ładniejsze. Ale co to właściwie daje poza upiększeniem wyszukiwarki Google?

Zalety Google Authorship

Przede wszystkim oznaczamy w ten sposób wszystkie treści jakie są przez nas autoryzowane. Czyli wiadomo, że jak są podpisane moim profilem, to znaczy, że rzeczywiście ja je napisałem. Przydałoby się jeszcze, żebym linkiem do artykułu podzielił się na prywatnym profilu Google+, co pozwoli wyszukiwarce przyporządkować to finalnie do mnie - treściami nieautoryzowanymi bym się raczej nie podzielił. Chyba, że byłby fajne, a ktoś rzeczywiście podpisałby się moim nazwiskiem... ale to rozważania na inną okazję.

Dzięki podpisowi cyfrowemu łatwiej jest mnie odnaleźć w Sieci na podstawie wpisanego w wyszukiwarkę imienia i nazwiska. Wyskakują wtedy artykuły napisane przeze mnie, niezależnie od tego na jakiej stronie są, czy w jakim medium. Po prostu hop - i pojawiam sie ja Dżin z butelki, co świetnie buduje moją grafomańską reputację. Przy okazji pokazuje też, czy w ogóle kogoś moje wypociny obchodzą, bo od razu widać ile osób umieściło mnie w swoich kręgach na G+. Portalu, na którym jest znacznie więcej wartościowych treści i dużo mniej reklam niż na Facebooku.

Kolejną zaletą jest zwiększenie liczby czytelników artykułu, czyli ruchu w witrynie internetowej w której jest prowadzony blog. Jeśli jest to witryna firmowa i artykuł jest pisany dla potencjalnych klientów - BANG - i mamy więcej zainteresowanych ofertą. Celowo nie używam określeń "prospektów" i "konwersji"... Jakoś wolę być postrzegany jako osoba niż "prospekt", a konwertytą również nie jestem.

Nie jest to koniec zalet. Często zdarza się, że zajawka do artykułu opublikowana na własnym profilu na G+ pojawia się wyżej w wynikach wyszukiwania niż sam artykuł. Dzieje się tak dlatego, że potencjalnie dana strona może mieć niższy indeks zaufania Google (Page Rank) niż autor, który pisał w wielu innych miejscach. Dlatego warto wykorzystywać na blogach firmowych sławnych blogerów (nie tych od "jestę blogerę, dajcie lodówkę"), tylko tych rzeczywiście opiniotwórczych. Zwykle ich nazwisko ma wysoki Page Rank, bo dużo publikują, co jest bardzo istotne dla wyszukiwarki i nakręca ruch.

Wady Google Authorship

Jak ślepy koń na Pardobickiej - nie widzę przeszkód. Naprawdę. Jest to super narzędzie dla każdego, kto chce budować własną reputację w Sieci, czyli dba o SERM. Z trudności jakie mamy z tą technologią mogę wymienić dwie podstawowe:

  • majsterkowanie

Googlowcy lubią na żywo majsterkować przy swoich rozwiązaniach. Co oznacza na przykład, że na początku moje zdjęcie pojawiało się w wynikach wyszukiwania, potem przestało się pojawiać na trzy miesiące i teraz znowu się pojawia. Jakby powiedzieli nasi wschodni sąsiedzi - "Smotrij Saszka - wot i teknika!"

  • indeksowanie i inne warunki

To nie jest tak, że połączycie swoje artykuły z G+ poprzez Google Authorship i od razu będzie super efekt. Przede wszystkim artykuły i profil muszą się zindeksować, co trwa. Na profilu musicie być aktywni, a nie tylko go "mieć". Musicie umieszczać tam różne ciekawostki z życia, zdjęcia jedzenia, piesków, kotków i rozebranej sąsiadki. Powinniście mieć jakiś ludzi w kręgach (a właściwie to oni powinni mieć Was w kręgach), żeby Google uważał Was za wiarygodne osoby. Oraz musicie spełnić milion innych tajnych warunków, które sobie wymyślili twórcy Google Authorship.

Reasumując - zastosowanie Google Authorship nie jest proste wbrew pozorom (i nie mówię o połączeniach technicznych). Ale warto podjąć wysiłek, bo efekty naprawdę są super.

przeglad-blogowy.pl



ZAMÓW KONSULTACJĘ CONTENT MARKETING

KLIKNIJ



Aktualnie nikt nie dodał jeszcze komentarza, bądz pierwszy i DODAJ KOMENTARZ

KATEGORIA: Social Media

ŚCIĄGNIJ E-BOOKA

STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIES. PRZEBYWANIE NA NIEJ OZNACZA AKCEPTACJĘ POLITYKI PLIKÓW COOKIES NIE POKAZUJ WIĘCEJ TEGO KOMUNIKATU